Kiedy laptopy 2w1 stracą na zainteresowaniu?

Tablet z dołączaną klawiaturą niezłej jakości. Tak przedstawiają się urządzenia 2 w 1 z kategorii przenośnych komputerów mobilnych, doczepionych do rodziny laptopów. Dobry tablet z zewnętrzną klawiaturą bluetooth lub podłączaną kablem USB mógł służyć za równie uniwersalny sprzęt do zabawy, multimediów i pracy. Jednak to komputery 2 w 1 przejęły ich rolę i sprzedają się lepiej od multimedialnych tabletów.

Windows 10 zrobił swoje

laptopy

źródło: http://foter.com/

Przyjazny użytkownikowi system Windows 10 to dopracowana platforma do pracy i rozrywki znanej ze stacjonarnych PC-tów. Przy dobrej konfiguracji urządzenia może zapewnić niezłą wydajność i uruchomić nawet kilkuletnie gry komputerowe. System Windows w środowisku urządzeń mobilnych został porzucony przez swoich twórców w grupie smartfonów. Tablety i komputery konwertowalne mają podzespoły zbliżone do tradycyjnych komputerów osobistych, co znacznie ułatwia przeniesienie tego systemu na ten dział sprzętu.

Inny typ użytkownika

Wysoka sprzedaż tabletów w latach 2012-15 była spowodowana wprowadzeniem na rynek urządzeń o budżetowej specyfikacji. Wychodziły naprzeciw ludziom, którzy nie mogli pozwolić sobie na iPada, czy nowego Galaxy Tab reklamowanego w szerokich mediach i prezentowanego w konkursach. Tanie tablety trafiły głównie do młodzieży, dzieci i ludzi korzystających z internetu w podróży. Wielu rodziców kupiło je swoim dzieciom, by dać im zajęcie i samemu odpocząć od obowiązków wychowawczych. Android to system promujący aplikacje rozrywkowe i ogromną bibliotekę gier, co jasno wyznacza typ użytkownika, który będzie zabiegał o to urządzenie. Natomiast Windows posiada nad nim przewagę obsługi popularnych formatów biurowych. Oznacza to, że 2 w 1 jest lepsze dla osób, które pracują w podróży, poza domem lub potrzebują komputera mobilnego, na którym otworzą ważne dokumenty, arkusz kalkulacyjny i program działający tylko w środowisku systemu „okien”.

Ich popularność dopiero wzrasta

asus transformer

źródło: http://foter.com/

Lenovo i HP wprowadziła na rynek całkiem tanie komputery 2 w 1. Te budżetowe konstrukcje oparte o procesor Intel Atom i 2 GB pamięci RAM kosztuję poniżej 1000 złotych. Ich wydajność w codziennych zastosowaniach nie pozostawia złych wspomnień, dlatego interesują się nimi studenci i osoby, które odbiły się od tabletów, z powodu ich gorszej wydajności i słabej kompatybilności z plikami Windows-a. Laptop 2 w 1 to nie tylko praca w środowisku znanego systemu, ale również lekkie urządzenie o dobrej baterii, które może pracować nawet przez 8 godzin bez przerwy. Jego mocną stroną jest także odłączana pełna klawiatura, na której pracuje się wygodniej niż na tej z tabletowych etui.

Alternatywa dla laptopa to najlepsze określenie dla tableto-notebooków 2 w 1. Są tańsze niż cienki ultrabook, mocniejsze niż netbook, który zniknął z rynku i ma dotykowy ekran, co jest dużym plusem przy obsłudze multimediów. Dopóki w sklepach nie pojawią się tanie przenośne komputery pokroju Surface lub przecenione iPady, wróżę temu urządzeniu świetlaną przyszłość.

System Windows na smartfony zaczyna konać

Od ostatnich kilku dni dochodzą mnie informacje związane z mobilnym systemem Windows. Nie wiem skąd ta nagła nagonka na dedykowaną urządzeniom mobilnym architekturę, ale przyznam, że jej wydźwięk jest adekwatny do sytuacji. Microsoft przespał hype na smartfony i błędnie skalkulował zakup praw do telefonów Nokia Lumia. Czy system Microsoftu można uznać za żywcem pogrzebany, czy może opłaca się zainwestować w jakąś Lumię?

Co wiemy na pewno?

windows

źródło: http://foter.com/

Fabryki produkujące telefony Lumia nie są w rękach Microsoftu. Właściwie, to nie są w niczyich rękach, ponieważ zostały wykreślone z map IT i nie działają od dobrych kilku miesięcy. To samo tyczy się wszelkich firm, które składały telefony i robiły dla nich podzespoły, a były w rękach pana Billa. Według rodzimego serwisu fabryki produkujące świetnego Surface i oczywiście konsole Xbox mogłyby podjąć się części prac związanych z tworzeniem nowego smartfona, ale nikt nie wie, czy mają wystarczająco środków, by tego dokonać, bez pomocy zewnętrznych parterów. Zresztą nie widać zaangażowania ze strony władz Microsoftu w tworzenie nowych telefonów i smartfonów.

Trudno dostępny nawet w sklepach internetowych

Jedyna Lumia, jaką sprzedają markety RTV to model Lumia 535 w cenie 299 złotych. To maksymalnie budżetowy telefon z leciwym Snapdragonem 200 i 1GB pamięci RAM. Na allegro można dorwać nową Lumię 960 XL, czyli najmocniejszy z modeli, wydany w IV kwartale 2015 roku. Dwa lata zostawiły na nim ślad rzutujący na wydajność. Aczkolwiek jest to dalej dawny flagowiec, który może pochwalić się ekranem AMOLED, 3 GB pamięci RAM, wysoką rozdzielczością 5,7-calowego ekranu i aparatem nagrywającym wideo w 4K. Poza tym modelem nie szukałbym żadnej Lumi do codziennego użytkowania. Tylko wielcy zwolennicy systemu Windows Mobile porwą się na takie poszukiwania i wydadzą pieniądze na model bez wsparcia swoich twórców.

Windows Mobile to nie jest zły system

windows 10

źródło: http://foter.com/

Microsoft nie słynie z niedokończonych i porzuconych projektów. Xbox został doprowadzony do stanu, który dawniej był marzeniem wielu deweloperów. To konsola na równi rywalizująca z japońskimi korporacjami. Komputery Surfance idą łeb w łeb z Mac-ami. Telefony zawiodły z nieznanych mi powodów. System mógł stanowić alternatywę dla Androida, gdyby tylko dostał więcej aplikacji w dedykowanym sklepie. Ktoś źle poprowadził marketing i zubożył projekt o gigantycznym potencjale. To tak jakby Windows 10 na komputery osobiste nie miał wsparcia dla software z 64-bitową konstrukcją i działał na starych 32 bitach. Wśród nas są ludzi, którzy pokochali Lumie za kafelki, dobre działanie systemu, jego czytelność i pomysłowe rozwiązania nakładek. Natomiast rynek sam twórca przestał interesować się nim, wspierać go marketingiem i inwestować w lepsze technologie.

Czy poruszyć oszczędności dla iPhone X?

iphone x

Każdy z freaków elektronicznych ma swoją datę premiery sprzętu, na który nie może się już doczekać. Niektórzy z nich (w tym ja) mają odłożone oszczędności w poczet takich zakupów, natomiast inni jeszcze nie wiedzą, ile właściwie zapłacą i są gotowi wziąć kredyt na taki gadżet. Jakie musiało być zdziwienie fanów produktów firmy Apple dowiadujących się o cenie nowego iPhone’a X? A jak wy zapatrujecie się na wydanie 1000 dolarów w dniu premiery na tego smartfona?

Udokumentowany dominator benchmarków

iphone x

źródło: http://foter.com/

Rankingi Geekbench Browser nie kłamią i jasno pokazują, że iPhone X deklasuje największe flagowe smartfony tego roku. Dominuje w wydajności jednego i wielu wątków odpowiednio o 100% i 70% szybszy od smartfona z Korei. Za jego gigantyczne pokłady mocy, odpowiada procesor A11 Bionic. Ten układ CPU jest autorską konstrukcją Apple, który posiada sześć rdzeni podzielonych na 4 energooszczędne i 2 niezwykle mocne i wydajne, które dają z siebie wszystko przy wszystkich operacjach. Taki podział pozwala uzyskać lepsze działanie aplikacji pisanych na system iOS 11. Chętnie przytuliłbym tę architekturę w wersji makro dla komputerów stacjonarnych. Mogłoby się okazać, że intel zostałby zdeklasowany a AMD mogłoby zadrżeć w posadach.

Ten design coś mi przypomina

Wydany nie tak dawno LG G6, flagowy przedstawiciel smartfonów innego koreańskiego producenta posiada ekran o powierzchni ponad 80% przedniego panelu. Nowy iPhone X celuje w podobną procentową powierzchnię i tak samo jak G6 otrzyma estetycznie zawiniętą matrycę bez ostrych krawędzi. Gdyby nie ten oryginalny element u góry, który jest przeznaczony na aparat, to mielibyśmy mały plagiat. Ta koncepcja wyglądu nowego iPhona jest zaskakująca z kilku powodów. Zwykle ekran i bryła tego urządzenia mobilnego była odskocznią od współczesnych trendów. Można powiedzieć, że wydawała się przestarzała, jak na urządzenie z najwyższej półki cenowej. Aż tu nagle prezentowany nam model będzie szedł w stronę wymogów konsumenta i trendu, jakim jest lepsze zagospodarowanie przedniego panelu w ekran LCD.

Płacisz dużo, bo produkcja kosztuje więcej

Włodarze Apple oficjalnie wycenili koszt produkcji jednego modelu nowego flagowca przed jego premierą. Podali oni cenę około 400 dolarów za sztukę, co daje prawie 2 razy większą cenę produkcji niż dla modelu iPhone 7. Dodając do tego marketing, na który pieniądze są często wywalane w błoto, otrzymujemy niesatysfakcjonujący zarobek, gdyby oczywiście cena pozostała w ryzach 700-800 dolarów. A tak trzeba będzie zapłacić okrągły tysiąc w dniu premiery.

Kwestie moralne

Jeżeli masz na koncie 10 tysięcy nieprzeznaczone na żaden konkretny wydatek. Nie myślisz o wakacjach, nowym aucie, żona nie potrzebuje ich na sprzęt AGD a dzieci do szkoły, to masz duże szczęście. Nie dotyczą cię wtedy kwestie moralne. Natomiast osoba bez oszczędności, która wymienia flagowe smartfony przynajmniej co dwa lata i uwielbia produkty Apple, może zostać znokautowana przez tę cenę. Kredyt w wysokości 4 tysięcy na smartfona nie brzmi dziwnie? Nie, gdy chodzi o mocarnego iPhone’a X. Aczkolwiek wielu będzie czekało na pierwszą promocję. Dla masy ludzi obniżka na poziomie 50 dolarów będzie zbawienna, chociaż przy jednym tysiącu wydaje się śmiesznie niska.

Trzy najlepsze tegoroczne smartfony w cenie 800-1100 złotych

Tegoroczne zestawienie średniopółkowych smartfonów musiało zostać mocno wykastrowane z modeli, które wyraźnie odstają podzespołami. Poza tym w zestawieniu są tylko modele nowe i wyposażone w Androida w wersji nie starszej niż 6 Marshmallow. Idźmy z duchem czasu i zobaczmy, które telefony sprzedały się najlepiej w pierwszej połowie tego roku w średnim segmencie budżetu, jaki na urządzenia mobilne wydają Polacy.

Jak Note to tylko od Xiaomi

budżetowy

źródło: http://foter.com/

Premiera Galaxy Note 8 już za nami, ale to nie ten potwór wydajności zjednał sobie konsumentów, którzy odpowiadają za masową sprzedaż urządzeń mobilnych. Modelem o najwyższej cenie w naszym zestawieniu pierwszej połowy roku jest świeży na rynku Xiaomi Redmi Note 4 w wersji z 32 GB pamięcią. Ten telefon wyróżnia się dużym 5,5-calowym ekranem Full HD. Osiąga tym samym granicę przyzwoitości, jaką większość użytkowników uważa za dobra dla smartfona. Żeby nie powielić błędów innej chińskiej firmy, Xiaomi zainwestowało w procesor Snapdragon 625 z mocny 2.0 GHz zegarem. Oznacza to, że płynność działania powinna być odczuwalna przez długie miesiące użytkowania. Podobnie rzecz ma się z pamięcią RAM na poziomie 3GB. Bateria 4100 mAh nie zawiedzie was krótkim działaniem urządzenia, które wystarczy ładować co 2-3 dni przy całkiem intensywnym użytkowaniu. Zapomniałbym wspomnieć o jakości kamery. Jest dobra i nic poza tym, dlatego nie warto się rozwodzić nad obiektywem.

Wszędzie ten nowy P9 lite

smartfony

źródło: http://foter.com/

Także tutaj go znajdziemy, zwłaszcza że jest w promocji za 999 złotych i to nie jest reklama! Gdyby nie ta obniżka, na pewno bym go tutaj nie umieścił. Następca klasycznego Huawei P9 lite jest delikatnie wyższy, szerszy i grubszy. To wszystko o dosłownie 1 milimetr. W nowszej wersji znajduje się podkręcona wersja procesora KIRIN 655, czyli nie uświadczymy znacznego skoku wydajności. Natomiast zobaczymy różnice w działaniu wielu aplikacji włączonych w tym samym czasie, gdyż dostajemy 3GB pamięci RAM, a nie 2GB. Zaskoczyło mnie to, że w wersji dedykowanej na ten rok aparat ma ciemniejszy obiektyw i 12MP zamiast 13MP. Natomiast w obu przypadkach wykonane zdjęcia i filmy wyglądają podobnie po wyświetleniu na komputerze. Trudno mi stwierdzić, dlaczego ten model jest tak popularny, a jego poprzednik sprzedawał się u nas jak burgery w fast foodzie. Niemniej zwycięzcą jest świeższy model i w cenie 999 złotych warto to przygarnąć, chyba że celujecie w większego i mocniejszego Xiaomi.

Motorola jak ninja po zmroku

Skąd wziął się model Moto G5? Nie było przecież żadnych głośnych premier, a tutaj okazuje się, że niezły i oryginalny telefon zaczyna sprzedawać się w wakacje na pniu. O ile do Xiaomi nie ma startu, o tyle z Huawei mógłby pozbawić wielu klientów. Zrobiłby to przede wszystkim oryginalnym designem tylnej klapki i aparatu oraz czytnikiem linii papilarnych. Wyjmiemy z niego baterię i wymienimy nawet na taką o większej pojemności. Co ciekawe ma także powłokę odporną na deszcz. Wolę nie pisać, że na wodę, ponieważ nurkowanie będzie dla niego śmiertelne. Jest to bardzo udany smartfon o specyfikacji nieodbiegającej od poprzedników. Ma wiele interesujących funkcji producenta. Warto pochwalić jego aparat, który robi zaskakująco nasycone kolorami i szczegółowe zdjęcia bez zabawy w ustawieniach.

Problemy phableta na przykładzie Lenovo Phab 2 Pro

lenovo

Zjednoczenie telefonu z tabletem nie ma zastosowania w codziennym użytkowaniu. Ani to wygodne urządzenie do noszenia w kieszeni, ani ekonomiczne w myśl długich rozmów, przeglądania portali społecznościowych i czuwania na baterii. Trudno powiedzieć, że to urządzenia biznesowe, bo nawet właściciele firm wolą Samsunga Galaxy S8 i iPhona 7 zamiast topornych phabletów. Najdroższym ze smartfonów Lenovo jest właśnie Phablet, który zmarnował swój potencjał i uwidocznił wszystkie problemy techniczne tych urządzeń w jednym modelu.

Powód główny – Google tango

project tango phablet

źródło: http://foter.com/

Mam niemały kłopot, by opisać wam, czym jest Google Tango. Najprościej określić ją jako aplikację, która przy pomocy sensorów, aparatu i żyroskopu skanuje widoczny w obiektywie świat i tworzy jego inteligentny obraz na ekranie smartfona. Można to przyrównać do obserwacji świata z perspektywy ludzkiego wzroku. Patrząc na samochód stojący na parkingu, widzimy go jako trójwymiarowy obraz. Aplikacja stworzona przez Google umożliwia przeniesienie go na ekran LCD. Żeby włączyć Tango w urządzeniu mobilnym, należy posiadać obiektyw szerokokątny zwany rybim okiem. Do tego niezbędne są systemy tj. computer vision i nienazwaną funkcję nauki otoczenia. Lenovo Phab 2 Pro to pierwszy model, który otrzymał pełne wsparcie tego programu, aczkolwiek nie jest w stanie wykorzystać go z powodu przeciętnych podzespołów. A może to Google źle zoptymalizowało swoją prototypową aplikację pod to urządzenie?

Powód poboczny – obiecana rozszerzona rzeczywistość

phablet

źródło: http://foter.com/

AR w konsolach do gier nie jest popularnym rozwiązaniem. Reklamowanie Lenovo Phab 2 Pro, jako smartfona do gier z rozszerzoną rzeczywistością może zwrócić się przeciwko niemu. Pisałem już o średniej klasy podzespołach, które w smartfonie za 2000 złotych nie mają miejsca. Nie mamy od czynienia z telefonem multimedialnym a z tabletem o funkcjach telefony. To znaczy, że w tej cenie producent musi iść na ustępstwa kosztem większego ekranu i specjalnego obiektywu fisheye, by Google Tango mogło w nim zadziałać. Źle skonfigurowany sprzęt dostaje czkawki po kilku minutach od odpalenia gier AR, nie mówiąc już o zabawie w aplikacji Tango.

Najlepszy z phabletów

Gdyby odinstalować aplikacje rozszerzonej rzeczywistości i doprowadzić system do ładu, to Phab 2 Pro deklasuje konkurencje powyżej ekranu 6-cali. Ma wszystkie zadatki na multimedialne urządzenie używane w podróży, wygodny smartfon do internetu i unikalny w tym segmencie aparat z obiektywem „rybie oko”. Wszelka krytyka, o której można przeczytać w profesjonalnych recenzjach, bierze się z tego, że to prototyp stworzony dla Google.

Telefon przyszłości. Jak będzie wyglądał smartfon za 10 lat?

Luźne przemyślenia dotyczące nadchodzących zmian w elektronice użytkowej, w dużej mierze ocierają się o fantastykę i science fiction. Niektóre z technologii uważanych za rewolucyjne, okazały się nieprzydatne użytkownikom lub zbyt drogie w masowej produkcji. Najlepszym przykładem jest 3D w ekranach telewizorów lub zaawansowane moduły doczepiane do telefonów. Dla technologii 10 lat to przepaść. Jednak obecnie widzimy kilkuletni zastój w prezentowaniu nowości, a zamiast tego otrzymujemy ulepszanie obecnych podzespołów elektronicznych.

To chyba nie będzie project Ara

project ara

źródło: http://foter.com/

Modularny i budowany według własnych preferencji smartfon to raczej pieść przyszłości następnych 20-30 lat. Anulowanie głośnego projektu „Ara”, który miał wprowadzić na rynek telefon złożony z klocków, które odzwierciedlały pojedyncze części smartfona, było dla wszystkich zaskoczeniem. Pomysł składanie sobie smartfona i dobierania części pod kątem własnych preferencji było prostym i genialnym posunięciem. Jeżeli ktoś chciał mieć w telefonie aparat, to mógł wybrać jeden z wielu rodzajów. Można było wymieniać baterię, głośniki a także dołączać dowolną ilość portów na karty SIM i SD. Myślę, że projektanci Ara stanęli przed ścianą, jaką jest konkurencja ze strony producentów flagowych i popularnych smartfonów. Oni skreślili modułowość dawno temu. Chcą sprzedawać produkt kompletny w wielu półkach cenowych. Zarabiać na częściach różnej jakości, a nie dawać użytkownikom wybór, tracąc przy tym pieniądze na mniej popularnych podzespołach np. procesorach, aparatach czy bateriach o małej pojemności.

Giętki wyświetlacz coraz bliżej

giętki ekran

źródło: http://foter.com/

Na pewno do kanonu wejdą wyświetlacze OLED. Obecnie drogie i stosowane w formie AMOLED dla większości smartfonów z wyższej półki Samsunga, robią wrażenie nawet w swojej starszej wersji. Do diod organicznych dołączy pewnie nienaturalnie wysoka rozdzielczość wspierana z czasem przez matryce o wyższym stopniu odświeżania. Możliwe, że 60 klatek na telefonach przestanie być nadzwyczajnym wynikiem już za 2-3 lata. Najbliższe przyszłości są elastyczne ekrany. Prezentowano je 3 lata temu, ale do tej pory nie zastosowano w poważnych urządzeniach mobilnych.

Trudno przewidzieć, czy za 10 lat nie będziemy świadkami spektakularnych zmian w technologii. Gdyby grafen uzyskał lepsze wsparcie w przemyśle, mógłby zastąpić nawet krzem. Nie uświadczymy znacznego skoku mocy i oszczędności energii bez zmian w surowca, z którego produkuje się obecne płytki drukowane, procesory czy kości pamięci RAM. Dlatego wszelkie założenia odnośnie do przyszłych smartfonów mogą okazać się bardzo dalekim proroctwem.

Czyścimy urządzenia mobilne – dosłownie!

Smartfony mogą śmiało rywalizować z klamką do drzwi i sedesem w kwestii przedmiotu, na którym jest najwięcej bakterii. Spokojnie nie ma to wpływu na pogorszenie stanu zdrowia obecnego pokolenia. Gorzej jest z poczuciem estetyki, higieny i obowiązku, o którym wielu posiadaczy smartfonów zapomniało. Spocone dłonie pozostawiają charakterystyczne zacieki, które z czasem powiększają się i tworzą substancję o stałej strukturze. Tak być nie może. Czas na akcję „czysty smartfon”.

Wacik i spirytus w dłoń

czyszczenie smartfona

źródło: http://foter.com/

 

Pierwsze czyszczenie zakamarków urządzeń mobilnych rozpocząłbym od skomponowania sobie prostego zestawu akcesoriów. Waciki do uszu oraz spirytus są niezastąpione i korzystają z nich nawet komisy. Profesjonalne zestawy czyszczące mają w składzie ściereczkę z mikrofibry, która dobrze czyści ekrany LCD i pędzelek do obiektywu. Czysty pędzelek do makijażu też się nada. Zapytajcie o niego swoją dziewczynę i po kłopocie. Jedynym elementem zestawu, nad którego zakupem bym się zastanowił, jest gruszka. Gruszka z dozownikiem ma za zadanie wpuścić kropelkami środek czyszczący w trudno dostępne miejsce, oszczędzając przy tym płyn i nie doprowadzając do zalania elektroniki. Za niezbędne uważam też posiadanie sprężonego powietrza. Puszkowane sprężone powietrze to koszt 10 złotych za 400 ml.

Czyszczenie bez otwierania obudowy

Geniusze marketingu wymyślili, że wymienna bateria w smartfonie nie jest koniecznością, a otwieranie obudowy może zostać pominięte podczas projektowania urządzenia. Jeżeli jesteś posiadaczem takiego telefonu, to masz mniej pracy przy czyszczeniu.

Pierwszym elementem, którym należy się zająć, jest wejście na ładowarkę. Zapuszczone i pełne kurzu z czasem powoduje zwarcia objawiające się na różne sposoby. Osobiście miałem do czynienia z problemami z ładowaniem, samoistnym włączaniem się wyświetlacza podczas ładowania smartfona i ogólnym wydłużeniem procesu uzupełniania baterii o 200-300%. Na początku port należy potraktować sprężonym powietrzem, które usunie pierwszą warstwę kurzu. Dopiero później do środka wejścia należy wpuścić kilka kropel spirytusu lub substancji do czyszczenia elektroniki. Następnie używamy wacika do mechanicznego usuwania kurzu. Czynność należy wykonać delikatnie, ponieważ styki mogą ulec przesunięciu. Drugi segment telefonu wymagający czyszczenia to obiektyw. W tym przypadku stosujemy tylko pędzelek i wacik ze spirytusem.

Wymiana obudowy, etui i szkła hartowanego

czyszczenie i wymiana obudowy smarfona

źródło: http://foter.com/

 

W idealnym świecie smartfon każdego roku dostawałby nową obudowę, szkło hartowane i etui. Natomiast obecnie wygodniej jest wyrzucić go na śmieci, sprzedać w komisie lub internecie i kupić nowy model. Wokół szkła hartowanego zbiera się kurz i pot, dlatego dla własnej higieny należałoby je wymieniać przynajmniej raz do roku. Natomiast w najgorszym stanie jest obudowa lub etui. Widoczne na nich ślady użytkowania mogą pojawić się już po kilku dniach używania. Po pół roku wyglądają mało estetycznie, a po roku nadają się do wymiany. Dlatego zawsze polecam kupować silikonowe pokrowce, które kosztują od 5 do 15 złotych. Niszczą się tak samo szybko, jak droższe etui z podrabianej skóry i są szeroko dostępne w internecie.

Urządzenia mobilne czyści się po to, by odzyskały dawny blask i nie zostały zbyt wcześnie uszkodzone. Poza tym, na starym telefonie można przecież zarobić. Im lepiej zachowany iPhona czy flagowiec z Korei, tym wyższa cena na rynku wtórnym.

Od routerów i modemów po smartfony ze średniej półki

smartfon

Legendarny producent routerów i modemów TP-link udanie rozpoczął swoją ekspansję średniej i niższej półki cenowej smartfonów. Dzięki kapitałowi, jaki zbudowali przez lata na trwałych i solidnych urządzeniach sieciowych, mogli spróbować swoich sił na trudniejszym polu. Producenci smartfonów to rosnąca liczba firm, które celują w niemal każdego klienta. Tp-link podszedł do sprawy podobnie, jak Wiko lub rodzima Manta i skupił się na budżetowych użytkownikach, którzy nie szukają flagowca w cenie używanego samochodu. Czy udało im się zdobyć uznanie tej grupy konsumentów?

Najlepszy z najlepszych – nazwa kodowa X

Dziwnym trafem ostatnie literki alfabetu używane są do nazywania czołowych modeli smartfonow u większości producentów. Dla TP-link literka X oznacza serię najmocniejszych urządzeń mobilnych, które swoją ceną przykuwają uwagę mniej zamożnych klientów, ale nie odstraszają wyciętymi opcjami, mierną jakością czy kompromisami w podzespołach bazowych. Neffox X1 jest modelem o trzech wersjach, w których najtańszy oscyluje wokół ceny 699, a najdroższy nie przekracza 899 złotych. Wersja MAX-ymalna to czytnik linii papilarnych, 5,5-calowy ekran IPS FHD i 3 GB pamięci RAM, które starczą na długo. Podkręcony 8-rdzeniowy procesor Mediatek to dobry wybór w tej półce cenowej, który wcale nie odstaje tak bardzo od Snapdragonów o podobnej mocy. Najdroższy Neffos X1 Max to również lepsza, bardziej pojemna bateria 3000 mAh.

Charakterystyczne serie Y i C

tp-link

źródło: http://foter.com/

Niewiele smartfonów z prawdziwej średniej półki cenowej posiada ekran Full HD o wielkości powyżej 5 cali. Dzieje się tak z powodu znacznego obciążenia procesora graficznego i głównej jednostki obliczeniowej, która musi przetworzyć o wiele więcej pikseli. Żeby aplikacje i bazowa nakładka na system działały płynnie, niezbędne jest zaaplikowanie do smarfona 8-rdzeniowego procesora. Cztery rdzenie są lepsze dla standardu HD 720p. Producent takiego telefonu musi również zwrócić uwagę na baterie, która szybko rozładowuje się przy dużej gęstości pikseli. TP-link zrobił wszystko, by seria C5 w wersji Max otrzymała najlepsze wsparcie podzespołów, które wytrzymają obciążenie ekranu 1080p. Tym samym ich Neffos C5 to najtańszy smartfon z takim ekranem i dobrze dobranym procesorem i baterią 3045 mAh. Natomiast urządzenia Y5L to już prawdziwie budżetowe telefony dobre dla osób starszych, dzieci i początkujących użytkowników smartfonów, którzy nie wymagają od sprzętu uniesienia kilku aplikacji działających w tle. Również w tym segmencie mamy dobrą jakość i wycenę.

Od premiery Neffos-a X1 minął prawie rok. TP-link nie kwapi się z prezentacją kolejnej generacji swoich urządzeń, ponieważ obecne modele dorównują swoim konkurentom w dowolnym segmencie. Rzadko zdarza się trafić ze specyfikacją w taki sposób, by przez cały sezon, była nie do przebicia przez konkurencję.

Stare iPhone-y to najtańsze i najlepsze urządzenia od nagrywania filmów

iphone

Nagrywanie i montaż materiałów wideo to mój konik. Odkąd kamerki sportowe zaczęły być dostępne dla typowego Kowalskiego w cenie niskobudżetowego smartfona, w sieci zaroiło się od filmów z wakacji kiepskiej jakości. Oprócz GoPro, które kosztuje przynajmniej 1000 złotych w wersji Session, nie ma żadnych małych urządzeń do nagrywania filmów w Full HD o przyzwoitym obiektywie, oprócz starszych iPhone-ów. Dlaczego warto kupić takiego iPhona zamiast aparatu cyfrowego? O tym dowiecie się już za chwilę.

Najlepsze nagrywanie Full HD za 300 złotych

apple iPhone

źródło: http://foter.com/

Używany iPhone 4 kosztuje od 200 do 350 złotych w internecie, lombardach i komisach. To urządzenie bije na głowę każdą kamerkę internetową i cyfrówkę w tej cenie. Robi lepsze zdjęcia i co ważne najlepsze filmy w tym budżecie. Przy odrobinie pracy w programie Sony Vegas lub podobnym, uzyskacie oszałamiające efekty. Warto zadbać, by nagrywanie odbywało się w dobrym oświetleniu i nie pod światło a sami zdziwicie się, ile jego obiektyw potrafi. Jasność na poziomie f/2.4 spisze się nawet w pomieszczeniach o gorszym oświetleniu, aczkolwiek nie pozbędziecie się lekkiego ziarna. To z powodu maksymalnego ISO na poziomie 1000. Niemniej jest to jedyny smartfon za te pieniądze, który rejestruje 30 klatek w Full HD z niesamowitym odwzorowaniem szczegółów i kolorów.

Przy iPhone 5 mucha nie siada

aparat iphone

źródło: https://pixabay.com/

Jeżeli pozwala wam na to budżet, to w kwocie od 500 do 800 złotych kupicie iPhone 5, który robi jeszcze lepsze filmy. Dowolna cyfrówka za tą samą kwotę nie da mu rady. Markety Euro, Media i niektóre sklepy internetowe dalej sprzedają ten 4-letni model w cenie 1300 złotych. Obiektyw aparatu głównego w piątce ma 8 MP. Jest mniejszy od poprzednika, dzięki czemu lepiej wtapia się w obudowę. Natomiast jego parametry odpowiedzialne za wyłapywanie światła to f/2.2. Ciemniejsze pomieszczenia lub gorsze oświetlenie nie stanowi dla niego problemu. Założę się, że poniższe filmy nagrane tym właśnie modelem dla niektórych wyglądają, jak nakręcone lustrzanką.

Dokup obiektyw do makr i rybiego oka

Smartfony Apple mają przewagę nad konkurencją w jednej kwestii. Chodzi o akcesoria fotograficzne. Wymienne obiektywy nakładane na nominalny obiektyw iPhone-a to kopalnia możliwości. Niektóre służą do zmiany kolorów, kontrastu i specjalnych efektów postarzania filmu. Inne są bardziej funkcjonalne, gdyż pozwalają na lepsze uchwycenie przedmiotów z bliska, czyli tak zwanego makro. Moim faworytem są obiektywy rybiego oka, które mogą zmienić smartfona w kamerkę sportową z prawdziwego zdarzenia. Należy kupować tylko pojedyncze rodzaje obiektywów, a nie zestawy 3w1 lub 2w1. Te cechują się gorszą jakością i mogą powodować szumy, zamglenia i inne niechciane przy nagrywaniu efekty.

Kamera termowizyjna do smartfona – dla kogo i po co?

termowizja

Smartfony stały się tak popularne i powszechne, że akcesoria produkowane do tych urządzeń można liczyć w setkach lub nawet tysiącach oryginalnych projektów. Dotykają różnych sfer życia i służą do ochrony, poszerzania funkcjonalności lub ozdabiania. Kamera termowizyjna to gadżet do smartfonów z Androidem i iOS, który trudno mi gdziekolwiek zakwalifikować. Nie jest to zabawka, bo kosztuje tyle, co dawny flagowiec Samsung Galaxy S6. Do czego może służyć i kto powinien się zainteresować tym mobilnym gadżetem?

Do czego służy termowizja?

kamera z termowizjerem

źródło: http://foter.com/

Filmy akcji i gry komputerowe wykorzystujące motyw żołnierzy często korzystają z motywu termowizji. Służy ona do wykrywania celu emitującego ciepło. W nocy, gdy widoczność spada niemal do zera można z jej pomocą dostrzec: zwierzęta, ludzi, a także miejsca, w których jest wysokie nagromadzenie temperatury powyżej 20 stopni Celsjusza. Dużo powszechniejszym zastosowaniem termowizji jest przemysłowa termografia, energetyka oraz budownictwo. Jakiej funkcji termowizji bym nie wymienił, odnosi się ona do zastosowań profesjonalnych. Dlatego też zakup urządzeń termowizyjnych wiąże się z dużymi kosztami. Znajduję tylko jedno zastosowanie doczepianej do smartfona kamery termowizyjnej. Jest to funkcja, którą wykorzysta wąska grupa ludzi zwanych miłośnikami survivalu. Chodzi o przemieszczenie się w nocy po lasach, puszczy, dżungli i innych obszarach, w których mogą żyć dzikie zwierzęta. Sam producent tego urządzenia używa zdjęć termowizyjnych niedźwiedzi, co oznacza, że przewiduje, iż turyści będą korzystali z niej podczas nocnych wycieczek.

Drogie, ale skuteczne

termowizja

źródło: http://foter.com/

Poprzedni akapit wyjaśnił, dlaczego urządzenie jest tak drogie. Cena 1200-1600 złotych w zależności od producenta związana jest z naprawdę niezłą jakością modułu termowizji. To akcesorium dla entuzjastów. Stworzone dla konkretnej grupy ludzi, którzy na swoje hobby wydają dużo, ponieważ survival wymaga przygotowania na wysokim poziomie. Sama latarka LED w wersji militarnej może kosztować nawet 1000 złotych. W odróżnieniu od zwykłej termowizji, jaką posługują się elektrycy lub budowlańcy, ta posiada liczne opcje zaaplikowane z myślą o użytkownikach smartfonów. To na przykład tryb zmiany kolorów na jedną z 9 palet barw. Oprócz tego można nagrywać filmy i robić zdjęcia będąc w trybie termicznym, przy użyciu funkcji samego modułu. Poza tym sprzęt jest zwykle wodoodporny. Najtańszym modułem termowizyjnym dla smartfonów jest Flir One w wersji Android lub iOS.

Niewiele jest akcesoriów dedykowanych dla konkretnych użytkowników smartfonów, które kosztowałyby tyle, co sam telefon. W tym przypadku trudno polecić mi go komukolwiek innemu niż osobom chodzącym po lasach w nocy.